Zwykle robimy to w odwrotnej kolejności, niż powinniśmy. Najpierw szampon, potem wcierka, potem suplement z apteki, a badania krwi dopiero pół roku później, kiedy okazało się, że nic z tego nie pomogło. Szkoda tego półrocza, bo to właśnie krew potrafi w kilka dni odpowiedzieć na pytanie, którego żaden kosmetyk nie rozstrzygnie: czy przyczyna siedzi w organizmie, czy na skórze głowy.
Zebraliśmy tutaj wszystko, co warto wiedzieć przed wizytą w punkcie pobrań. Co zbadać i po co, jak się przygotować, żeby wynik nie skłamał, jak go potem czytać i za co nie płacić, bo są w Polsce badania sprzedawane właśnie osobom z wypadaniem włosów, na których nie da się oprzeć żadnej decyzji.
Uprzedzamy lojalnie: kilka rzeczy, które w poradnikach powtarza się jako pewnik, w badaniach naukowych wygląda dużo mniej pewnie. Piszemy o tym otwarcie, nawet tam, gdzie psuje to prostotę wywodu.
Dlaczego badania idą przed kosmetykiem
Wypadanie włosów to objaw, nie choroba. Ten sam widok w lustrze, czyli garść włosów na szczotce i kucyk cieńszy o połowę, może mieć cztery zupełnie różne przyczyny: niedoczynność tarczycy, niedobór żelaza, reakcję organizmu na coś, co wydarzyło się kwartał wcześniej, albo łysienie androgenowe, czyli to uwarunkowane genetycznie.
Trzy pierwsze cofają się, kiedy usunie się przyczynę. Czwarta nie cofa się sama i im później ją rozpoznasz, tym mniej włosów zostanie do uratowania. Różnica jest więc zasadnicza, a w lustrze niewidoczna.
Kosmetyk też jej nie zobaczy, bo nie do tego służy. Krew rozstrzyga w kilka dni.
Zostaje argument, o którym mówi się rzadziej, czyli pieniądze. Morfologia, ferrytyna, TSH i witamina D kosztują prywatnie mniej więcej tyle, co jedno opakowanie porządnego kosmetyku, a lekarz rodzinny część z nich zleci na NFZ. Badanie robisz raz i masz odpowiedź. Dobieranie kosmetyków metodą prób przez pół roku kosztuje wielokrotnie więcej, a przy nieleczonej tarczycy nie zmieni nic.
Lista podstawowa: co warto zbadać
Zacznijmy od tego, co mówią wytyczne, a nie fora.
Międzynarodowy zespół dermatologów i endokrynologów opracował stanowisko w sprawie kobiecego wzoru wypadania włosów. Wyszła z tego lista zaskakująco krótka. Najważniejsza jest rozmowa z pacjentką i obejrzenie głowy. Z badań krwi obowiązkowe jest właściwie jedno, sprawdzenie hormonów męskich. Witamina D, żelazo, cynk, tarczyca i prolaktyna są zalecane, ale nieobowiązkowe (Carmina i wsp., 2019).
To rozróżnienie warto zapamiętać, bo wraca w tym tekście kilka razy. „Zalecane, ale nieobowiązkowe" znaczy dokładnie tyle: warto zbadać, tylko nikt nie obiecuje, że wynik cokolwiek wyjaśni.
| Badanie | Po co je robisz | Na co uważać |
|---|---|---|
| Morfologia z rozmazem | Wykrywa anemię i daje pierwszy sygnał, że w organizmie toczy się stan zapalny | Ładny wynik nie wyklucza niedoboru żelaza |
| Ferrytyna | Pokazuje zapasy żelaza, a nie żelazo krążące we krwi | Rośnie przy infekcji, która potrafi zamaskować niedobór |
| TSH | Pierwsze sprawdzenie tarczycy | Przy nieprawidłowym wyniku lekarz dołoży kolejne badania |
| Witamina D, czyli 25(OH)D | Pokazuje, ile jej masz | W Polsce niedobór jest powszechny niezależnie od włosów |
| Cynk | Ma sens, jeśli myślisz o suplementacji | Bez niedoboru suplementacja nie ma po co |
| Androgeny i prolaktyna | Obowiązkowe przy kobiecym wzorze wypadania | Kobiety miesiączkujące badają je w konkretnej fazie cyklu |
To nie jest pakiet do wykupienia w całości. Zestaw dobiera lekarz pod objawy, a poniżej rozbieramy po kolei te pozycje, wokół których narosło najwięcej nieporozumień.
Ferrytyna: najbardziej sporny wynik z listy
Jeśli coś powtarza się w polskim internecie jak pacierz, to zdanie „przy wypadaniu włosów ferrytyna musi być powyżej 70". Kłopot w tym, że badania naukowe wcale się co do tego nie zgadzają, a część mówi wprost coś przeciwnego.
Zacznijmy od tych, które ten pogląd wspierają. Zespół z University of Pennsylvania porównał kobiety z wypadaniem włosów i kobiety bez tego problemu. Przy łysieniu androgenowym ferrytyna wynosiła średnio 37,3 ng/ml, przy łysieniu plackowatym 24,9 ng/ml, a u kobiet bez kłopotów z włosami 59,5 ng/ml. Różnica realna i wyraźna. Jest w tym badaniu jeszcze jeden wynik, który cytuje się rzadko: przy wypadaniu telogenowym, czyli tym po chorobie, porodzie czy stresie, różnicy nie było żadnej (Kantor i wsp., 2003).
A teraz badanie, które ten obraz psuje. Na Duke University przebadano 381 kobiet z wypadaniem włosów i 76 kobiet bez. Niedobór żelaza miało 12,4 procent kobiet z kobiecym wzorem łysienia i 12,1 procent z przewlekłym wypadaniem telogenowym. W grupie porównawczej, czyli u kobiet, które na włosy nie narzekały wcale, było go 29,8 procent, a więc ponad dwa razy więcej niż u pacjentek. Autorzy nie owijali w bawełnę: niedobór żelaza jest u kobiet częsty, ale nie jest częstszy u tych, którym wypadają włosy (Olsen i wsp., 2010).
Najuczciwiej postawili sprawę lekarze z Cleveland Clinic. W obszernym przeglądzie napisali, że dowodów nie ma dość ani na to, żeby badać żelazo u wszystkich osób z wypadaniem włosów, ani na to, żeby je suplementować przy niedoborze bez anemii. A zaraz potem przyznali, że w ich własnej klinice i tak badają wszystkich, i nazwali to wprost: praktyka nieoparta na dowodach, tylko na doświadczeniu (Trost i wsp., 2006).
Rzadko się w medycynie spotyka tak szczere postawienie sprawy i właśnie z niego płynie praktyczny wniosek.
Ferrytynę warto zbadać, tylko z innego powodu, niż się zwykle mówi. Niedobór żelaza jest problemem sam w sobie, niezależnie od włosów, i nigdy nie bierze się znikąd.
Skąd się bierze, zależy od tego, kogo dotyczy. U kobiet, które miesiączkują, najczęstszą przyczyną są obfite miesiączki i przebyte ciąże. U pozostałych osób, czyli u mężczyzn i u kobiet po menopauzie, pierwsze podejrzenie pada na krwawienie z przewodu pokarmowego, a tego nie wolno zbyć, bo bywa pierwszym objawem poważnej choroby (Trost i wsp., 2006).
Czego natomiast nie robić: nie zakładać z góry, że ferrytyna tłumaczy wypadanie, i nie łykać żelaza „na wszelki wypadek". Nadmiar żelaza szkodzi, a u osób z dziedziczną skłonnością do jego gromadzenia bywa niebezpieczny.
Zostaje jeszcze jedna pułapka, o której dobrze wiedzieć przed pobraniem. Ferrytyna rośnie przy każdym stanie zapalnym, przy zwykłym przeziębieniu również. Wynik zrobiony w trakcie infekcji potrafi wyjść ładnie, mimo że zapasy żelaza są puste. Jeśli chorujesz, poczekaj i zbadaj się po powrocie do zdrowia.
Witamina D: niedobór częsty, wpływ niepewny
Tutaj wyniki badań są zgodne jak rzadko, a i tak mówią mniej, niż się wydaje.
Naukowcy zebrali razem 23 badania, w sumie 3374 osoby z wypadaniem włosów i 7296 osób bez tego problemu. Wyszło, że osoby z wypadaniem mają średnio o 7,29 ng/ml mniej witaminy D, a wyraźny niedobór zdarza się u nich ponad trzy razy częściej (Chen i wsp., 2023).
To najsilniejszy związek z całej listy. Ma jednak dwa słabe punkty, których w nagłówkach nie widać.
Pierwszy: poszczególne badania rozjeżdżały się między sobą bardzo mocno, więc ta średnia to raczej ostrożny szacunek niż twarda liczba. Drugi, ważniejszy: z takich danych wiadomo tylko, że jedno chodzi w parze z drugim, a nie co jest przyczyną, a co skutkiem. Niska witamina D może sprzyjać wypadaniu, ale równie dobrze obie rzeczy mogą wynikać z czegoś trzeciego, choćby z choroby albo z bardzo ubogiej diety. Przegląd poświęcony witaminie D przy wypadaniu włosów mówi to wprost: brakuje badań, które pokazałyby, że samo jej przyjmowanie zatrzymuje wypadanie, więc nie zaleca się jej z tego powodu (Saini i Mysore, 2021).
W praktyce w Polsce i tak wychodzi na to samo, tylko z innego powodu. U nas niedobór witaminy D jest powszechny przez większą część roku, a uzupełnianie jej ma sens dla zdrowia w ogóle, niezależnie od włosów. Potraktuj więc ten wynik jako informację o sobie, a nie jako rozwiązanie sprawy z włosami.
Tarczyca: najbardziej opłacalne badanie z listy
Z całej listy to badanie ma najlepszy stosunek ceny do tego, co może zmienić. TSH jest tanie, zrobisz je w każdej pracowni, a jako jedyne potrafi wskazać przyczynę, której wyleczenie naprawdę zatrzymuje wypadanie.
Tarczyca psuje włosy w obie strony. I niedoczynność, i nadczynność dają ten sam obraz: równomierne przerzedzenie na całej głowie, bez charakterystycznego wzoru na czubku czy zakolach. Samo lustro tego nie rozstrzygnie, TSH rozstrzyga.
Wytyczne umieszczają tarczycę wśród badań zalecanych przy kobiecym wzorze wypadania (Carmina i wsp., 2019). Zaczyna się od samego TSH, a jeśli wyjdzie nieprawidłowo, lekarz zdecyduje, co dołożyć.
Jedno ostrzeżenie, żeby uniknąć rozczarowania. Włosy reagują na wyrównanie hormonów z opóźnieniem liczonym w miesiącach, bo mieszek musi najpierw obudzić się z fazy spoczynku, a potem jeszcze wypuścić widoczny włos. Prawidłowe TSH miesiąc po rozpoczęciu leczenia to bardzo dobra wiadomość, ale nie znaczy, że w tym samym miesiącu coś zobaczysz na głowie.
Cynk: najpierw badanie, potem tabletki
Zasada jest tu prosta, choć nie dla wszystkich oczywista: najpierw badanie, potem suplement. Nigdy odwrotnie.
Skąd ta ostrożność. W koreańskim szpitalu uniwersyteckim przebadano 312 osób z czterema rodzajami wypadania włosów i 30 osób zdrowych. Cynku było u pacjentów mniej, średnio 84,33 wobec 97,94 µg/dl. Ale wyraźny niedobór, poniżej 70 µg/dl, częściej niż u zdrowych występował tylko w dwóch grupach: przy łysieniu plackowatym i przy wypadaniu telogenowym (Kil i wsp., 2013). Czyli cynk bywa niski, ale nie u każdego i nie przy każdym typie wypadania.
Podobnie wypada przegląd pozostałych mikroelementów: witamina D, cynk i kwas foliowy bywają u pacjentów obniżone, a dla żelaza, witamin z grupy B, miedzi, magnezu i selenu dane są sprzeczne albo po prostu zbyt skąpe, żeby cokolwiek z nich wynikało (Thompson i wsp., 2017).
A teraz powód, dla którego kolejność ma tu znaczenie. Cynk brany długo i bez potrzeby blokuje wchłanianie miedzi. Jeszcze gorzej jest z selenem, przy którym dawka pomocna i dawka szkodliwa leżą wyjątkowo blisko siebie, a jednym z objawów przedawkowania jest właśnie wypadanie włosów. Można więc suplementem zrobić sobie dokładnie to, przed czym miał chronić.
Androgeny: badanie obowiązkowe, wynik mylący
To jedyne badanie, które wytyczne nazywają wprost obowiązkowym u kobiet z podejrzeniem kobiecego wzoru łysienia (Carmina i wsp., 2019). A zaraz potem pada w nich zdanie, które warto przeczytać dwa razy.
Samo przerzedzenie na czubku głowy, przy prawidłowych wynikach hormonalnych, nie jest dowodem na nadmiar męskich hormonów. Mówiąc prościej: „hormony mi szaleją" to przy tym typie wypadania najczęstsza autodiagnoza i zwykle nietrafiona. U wielu kobiet z takim wzorem wyniki są wzorowe, bo rzecz nie w tym, ile hormonu krąży we krwi, tylko jak bardzo mieszek włosowy jest na niego wrażliwy. Tego drugiego żadne badanie krwi nie zmierzy.
Kiedy więc hormony wymagają pilnej diagnostyki? Wtedy, gdy wypadaniu towarzyszy coś jeszcze. Wytyczne amerykańskich endokrynologów zwracają uwagę na jeden szczegół: przy zmianach hormonalnych o podłożu nowotworowym nadmierne owłosienie pojawia się nagle i idzie w parze z powiększeniem łechtaczki oraz zanikiem miesiączek, podczas gdy przy zespole policystycznych jajników narasta powoli, latami. Ten sam dokument przypomina, że wolny testosteron jest czulszym wskaźnikiem niż całkowity, więc warto zapytać lekarza, który z nich zleca (Goodman i wsp., 2015).
Sygnały, przy których nie zwleka się z wizytą u endokrynologa lub ginekologa:
- szybko narastające owłosienie w miejscach typowo męskich,
- nieregularne albo zanikające miesiączki,
- trądzik, który nie ustępuje mimo leczenia,
- obniżenie barwy głosu,
- przerzedzenie w okolicach skroni i cofająca się linia włosów.
Czego nie badać i za co nie płacić
Jest w Polsce badanie reklamowane wprost osobom z wypadaniem włosów, na którym nie powinno się opierać żadnej decyzji: analiza pierwiastkowa włosa, sprzedawana też jako mineralogram.
Sprawdzono ją w sposób, którego trudno podważyć. Wzięto włosy jednej zdrowej osoby, z jednego miejsca przy skórze głowy, podzielono tę samą próbkę i rozesłano do sześciu komercyjnych laboratoriów, które wykonywały wtedy 90 procent takich analiz w Stanach Zjednoczonych. Skoro materiał pochodził od jednej osoby, wyniki powinny wrócić praktycznie identyczne.
Nie wróciły. Dla dwunastu pierwiastków różnica między najwyższym a najniższym wynikiem przekroczyła dziesięciokrotność. Laboratoria stosowały własne normy, więc ta sama próbka bywała opisana jako „wysoka", „prawidłowa" i „niska" zależnie od adresu, na który ją wysłano, i dotyczyło to niemal wszystkich badanych pierwiastków. Do tego każde dokładało własne zalecenia dietetyczne i suplementacyjne, sprzeczne z zaleceniami pozostałych. Autorzy zakończyli rekomendacją, żeby tych analiz nie używać do oceny stanu odżywienia (Seidel i wsp., 2001).
Nie było to zresztą pierwsze takie sprawdzenie, tylko powtórka analogicznego badania z 1985 roku, które wypadło równie źle. Szesnaście lat nic nie poprawiło.
Zupełnie inną sprawą jest oglądanie włosów w gabinecie. Trichoskopia, czyli obejrzenie skóry głowy w dużym powiększeniu, nie ma z mineralogramem nic wspólnego: to nie jest badanie laboratoryjne, tylko ocena tego, jak wyglądają mieszki, i pozwala doświadczonemu trychologowi albo dermatologowi rozpoznać wzór wypadania. To ma sens i często rozstrzyga więcej niż cała krew razem wzięta.
Biotyna: suplement, który psuje wyniki badań
Ta pułapka jest wyjątkowo wredna, bo łapie akurat te osoby, którym najbardziej zależy. Kto martwi się o włosy, ten zwykle bierze już biotynę. A biotyna potrafi zepsuć wyniki badań, i to nie byle jakich.
Powód jest czysto techniczny. Wiele nowoczesnych testów laboratoryjnych opiera się na tej samej reakcji chemicznej, w której biotyna bierze udział. Kiedy jest jej w próbce dużo, wchodzi w tę reakcję i przesuwa wynik. Starsza generacja testów na TSH myliła się już przy niewielkim stężeniu biotyny we krwi, nowsza wytrzymuje trzydzieści razy więcej, tylko skąd masz wiedzieć, której używa twoje laboratorium (Mzougui i wsp., 2020).
Najgorsze jest to, że błąd nie jest przypadkowy, tylko zawsze idzie w tę samą stronę. TSH wychodzi zaniżone, a wolna tyroksyna zawyżona (Lam i wsp., 2018). Dokładnie tak wygląda w wynikach nadczynność tarczycy. Opisywano przypadki, w których na podstawie takich wyników zaczęto leczyć chorobę, której nie było.
Praktycznie: jeśli bierzesz biotynę, samą albo w składzie suplementu „na włosy, skórę i paznokcie", odstaw ją przed badaniem i powiedz o tym w punkcie pobrań oraz lekarzowi. Nie zgaduj, na ile dni, tylko zapytaj, bo to zależy od dawki i od rodzaju testu.
Warto przy okazji wiedzieć, że sama biotyna poprawia stan włosów wyłącznie u osób z jej rzeczywistym niedoborem, a ten zdarza się rzadko (Almohanna i wsp., 2019). Szerzej piszemy o tym w tekście o tym, co naprawdę działa na porost włosów.
Jak się przygotować, żeby wynik coś znaczył
Kilka drobiazgów decyduje o tym, czy pobranie w ogóle ma sens.
- Nie badaj się w trakcie infekcji. Dotyczy zwłaszcza ferrytyny, która przy stanie zapalnym rośnie i potrafi zamaskować niedobór.
- Odstaw biotynę i powiedz o niej personelowi. Patrz sekcja wyżej.
- Idź rano. Część wyników zmienia się w ciągu dnia, a laboratoria ustalają normy dla pobrań porannych. O to, czy trzeba być na czczo, zapytaj przy zapisie, bo wymagania bywają różne.
- Termin badań hormonalnych ustal z lekarzem. Kobiety miesiączkujące badają androgeny w konkretnej fazie cyklu, a prolaktyna reaguje na stres, wysiłek i na to, jak spałaś.
- Kontrolne badania rób w tym samym laboratorium. Normy i metody się różnią, więc porównywanie wyników z dwóch pracowni bywa mylące.
Zły moment na badanie: pułapka kalendarza
Jest jeszcze jedna rzecz, która potrafi zmarnować dobrze dobrany zestaw badań.
Wypadanie telogenowe, czyli to po chorobie, operacji, ostrej diecie, porodzie albo silnym stresie, zaczyna się dopiero dwa, trzy miesiące po samym zdarzeniu. Kiedy widzisz włosy na szczotce, przyczyna zwykle zdążyła już zadziałać, a czasem dawno minęła. Badanie zrobione w szczycie wypadania opisuje więc dzisiaj, a nie tamten moment, i dobry wynik nie wyklucza, że kwartał wcześniej coś było nie tak.
Nie jest to powód, żeby nie badać. To powód, żeby wynik czytać razem z historią ostatniego półrocza. Mechanizm opóźnienia opisujemy dokładniej w tekstach o wypadaniu po stresie i po ciąży.
Poniższe narzędzie pomoże ci się zorientować, z którym typem wypadania masz najprawdopodobniej do czynienia i jak długiej osi czasu się spodziewać:
Kalkulator cyklu włosowego
Sprawdź, które składniki colostrum wspierają Twój typ włosów
Wybierz najbliższą Ci charakterystykę, a pokażemy, które składniki aktywne z colostrum bovinum są istotne w codziennej pielęgnacji i jaki jest orientacyjny czas pierwszych widocznych efektów (na podstawie badań naukowych). Materiał edukacyjny. Nie zastępuje konsultacji z trychologiem lub lekarzem.
Wynik w normie. Co dalej
To najczęstszy scenariusz i najbardziej frustrujący, bo wygląda jak ślepy zaułek. W rzeczywistości jest informacją, i to cenną.
Prawidłowa morfologia, ferrytyna, TSH i witamina D wykluczają najczęstsze odwracalne przyczyny. Zostają trzy możliwości: wypadanie telogenowe po zdarzeniu sprzed kilku miesięcy, które cofnie się samo, łysienie androgenowe, które wymaga rozpoznania i leczenia, albo coś miejscowego na skórze głowy, na przykład stan zapalny, o którym piszemy przy łupieżu i łojotokowym zapaleniu.
Rozstrzyga to obejrzenie skóry głowy, a nie kolejna próbka krwi. Jeśli krew wyszła dobrze, a włosy dalej wypadają, następnym krokiem jest wizyta z trichoskopią, a nie dokładanie coraz bardziej egzotycznych oznaczeń.
Warto też pamiętać o czymś, co bywa mylone. „W normie" i „optymalnie" to nie to samo, ale działa to w obie strony: wynik przy dolnej granicy nie zawsze wymaga leczenia. Decyduje o tym lekarz, który widzi całość, a nie kalkulator znaleziony w internecie.
Gdzie w tym wszystkim jest kosmetyk
Uczciwie: na tym etapie nigdzie. Żaden kosmetyk nie uzupełni żelaza, nie wyrówna tarczycy i nie zastąpi rozpoznania. Jeśli przyczyna siedzi w wynikach, to wyniki trzeba naprawić, a nie zamalować.
Kosmetyk zaczyna mieć sens równolegle i w węższym zakresie: dba o warunki, w jakich pracuje mieszek. Skóra głowy podrażniona, przesuszona albo z uszkodzoną barierą to gorsze środowisko dla każdego cyklu wzrostu, także wtedy, gdy leczysz przyczynę ogólną. Do tego dochodzi ograniczanie strat mechanicznych, czyli łamania włosa na długości, bo to jedyna część „gęstości", nad którą pielęgnacja ma realną kontrolę.
U nas wygląda to tak: serum pracuje codziennie na skórze głowy, maska regeneruje włos na długości. Aktywne białka, takie jak te z colostrum, są duże i wrażliwe, więc bez ochrony liposomalnej rozpadłyby się, zanim gdziekolwiek dotrą. Nie sprzedajemy tego jako zamiennika diagnostyki, bo to odpowiedzi na dwa różne pytania.

Colostrum Active: Zestaw Serum + Maska regenerująca
Kompletny zestaw do regeneracji skóry głowy i włosów.
Najczęstsze pytania
Jakie badania zrobić przy wypadaniu włosów?
Podstawa to morfologia z rozmazem, ferrytyna, TSH i witamina D. Przy podejrzeniu kobiecego wzoru łysienia wytyczne uznają badanie hormonów męskich za obowiązkowe, a witaminę D, żelazo, cynk, tarczycę i prolaktynę za zalecane, choć nieobowiązkowe. Ostateczny zestaw dobiera lekarz, bo zależy od objawów towarzyszących i od tego, co działo się w ostatnich miesiącach.
Jaka jest norma ferrytyny przy wypadaniu włosów?
Nie ma na to zgody i to jest najuczciwsza odpowiedź. W dużym badaniu z Duke University niedobór policzono przy dwóch różnych progach, 15 i 40 µg/l, i przy każdym obraz wyglądał inaczej. Co więcej, przy progu 15 µg/l niedobór okazał się częstszy u kobiet bez problemów z włosami niż u pacjentek, więc popularny próg „minimum 70" nie ma w tych danych mocnego oparcia. Ferrytynę warto zbadać, ale interpretować ją powinien lekarz razem z morfologią i objawami, a nie tabelka z forum.
Czy niedobór witaminy D powoduje wypadanie włosów?
Związek widać wyraźnie, ale to nie to samo, co dowód, że jedno powoduje drugie. Po zebraniu 23 badań wyszło, że osoby z wypadaniem włosów mają średnio o 7,29 ng/ml mniej witaminy D, a wyraźny niedobór zdarza się u nich ponad trzy razy częściej. Brakuje jednak badań, które pokazałyby, że samo przyjmowanie witaminy D zatrzymuje wypadanie. W Polsce i tak warto ją uzupełniać, dla zdrowia w ogóle.
Czy warto zrobić analizę pierwiastkową włosa?
Nie. Ta sama próbka włosów jednej osoby, rozesłana do sześciu laboratoriów, dała dla dwunastu pierwiastków wyniki różniące się ponad dziesięciokrotnie, a do tego sprzeczne oceny i sprzeczne zalecenia. Autorzy tej pracy odradzili używanie takich analiz do oceny stanu odżywienia. Te pieniądze lepiej wydać na morfologię, ferrytynę, TSH i witaminę D.
Czy trzeba być na czczo?
Zależy od pracowni i od zestawu badań, więc zapytaj przy zapisie. Niezależnie od odpowiedzi: umów się rano, nie badaj się w trakcie infekcji, bo zaburza ferrytynę, i odstaw biotynę, bo potrafi zafałszować TSH. Termin badań hormonalnych ustal z lekarzem, bo kobiety miesiączkujące badają androgeny w konkretnej fazie cyklu.
Czy suplementy z biotyną wpływają na wyniki badań?
Tak, i to w przewidywalną stronę. Biotyna zaburza część testów laboratoryjnych: TSH wychodzi zaniżone, a wolna tyroksyna zawyżona, czyli w wynikach pojawia się nadczynność tarczycy, której nie ma. Starsze testy myliły się już przy niewielkich ilościach biotyny. Odstaw ją przed badaniem i uprzedź o niej laboratorium.
Czy tarczyca powoduje wypadanie włosów?
Tak, i to w obie strony: zarówno niedoczynność, jak i nadczynność dają równomierne przerzedzenie na całej głowie, bez wyraźnego wzoru na czubku czy zakolach. To jedna z niewielu przyczyn, których wyleczenie naprawdę zatrzymuje wypadanie, dlatego TSH jest w podstawowym zestawie. Trzeba się tylko uzbroić w cierpliwość, bo włosy reagują na wyrównanie hormonów z opóźnieniem liczonym w miesiącach: mieszek musi najpierw obudzić się z fazy spoczynku, a potem wypuścić widoczny włos.
Kiedy iść do lekarza zamiast robić badania na własną rękę?
Od razu, jeśli wypadanie jest gwałtowne, ogniskowe, czyli w wyraźnych placach, albo towarzyszy mu ból, świąd, zaczerwienienie, łuszczenie się skóry lub zmiana jej wyglądu. Pilnie także wtedy, gdy dochodzą objawy hormonalne: szybko narastające owłosienie typu męskiego, zaburzenia miesiączkowania, oporny trądzik, obniżenie głosu. W takich sytuacjach samodzielne zamawianie panelu badań tylko opóźnia rozpoznanie.
Zrobiłam badania, wszystko w normie, a włosy dalej wypadają. Co teraz?
To znaczy, że najczęstsze odwracalne przyczyny zostały wykluczone, a to postęp, nie porażka. Zostają trzy scenariusze: wypadanie telogenowe po zdarzeniu sprzed dwóch, trzech miesięcy, które ustąpi samo, łysienie androgenowe wymagające leczenia oraz przyczyna miejscowa na skórze głowy. Rozstrzyga je trichoskopia u trychologa lub dermatologa, a nie kolejne badania z krwi.
Artykuł ma charakter edukacyjny i nie zastępuje porady lekarskiej ani nie służy do samodzielnego stawiania diagnozy. Zakresy referencyjne różnią się między laboratoriami, a interpretacja wyników należy do lekarza. Trichovita to kosmetyk pielęgnacyjny, a nie produkt leczniczy. Przy uporczywym wypadaniu włosów lub zdiagnozowanej chorobie skóry głowy skonsultuj się z dermatologiem albo trychologiem.
Źródła
Artykuł oparty na recenzowanych publikacjach naukowych (dane z bazy PubMed):
- Carmina E. i in., Female Pattern Hair Loss and Androgen Excess: A Report From the Multidisciplinary Androgen Excess and PCOS Committee, J Clin Endocrinol Metab, 2019: DOI
- Olsen E.A. i in., Iron deficiency in female pattern hair loss, chronic telogen effluvium, and control groups, J Am Acad Dermatol, 2010: DOI
- Trost L.B., Bergfeld W.F., Calogeras E., The diagnosis and treatment of iron deficiency and its potential relationship to hair loss, J Am Acad Dermatol, 2006: DOI
- Kantor J. i in., Decreased serum ferritin is associated with alopecia in women, J Invest Dermatol, 2003: DOI
- Chen Y. i in., Serum 25 hydroxyvitamin D in non-scarring alopecia: A systematic review and meta-analysis, J Cosmet Dermatol, 2023: DOI
- Saini K., Mysore V., Role of vitamin D in hair loss: A short review, J Cosmet Dermatol, 2021: DOI
- Kil M.S., Kim C.W., Kim S.S., Analysis of serum zinc and copper concentrations in hair loss, Ann Dermatol, 2013: DOI
- Thompson J.M. i in., The Role of Micronutrients in Alopecia Areata: A Review, Am J Clin Dermatol, 2017: DOI
- Seidel S. i in., Assessment of commercial laboratories performing hair mineral analysis, JAMA, 2001: DOI
- Mzougui S. i in., Biotin interference: evaluation of a new generation of electrochemiluminescent immunoassays for high-sensitive troponin T and thyroid-stimulating hormone testing, Clin Chem Lab Med, 2020: DOI
- Lam L. i in., Apparent Hyperthyroidism Caused by Biotin-Like Interference from IgM Anti-Streptavidin Antibodies, Thyroid, 2018: DOI
- Goodman N.F. i in., AACE, ACE and AES Disease State Clinical Review: Guide to the Best Practices in the Evaluation and Treatment of Polycystic Ovary Syndrome, Part 1, Endocr Pract, 2015: DOI
- Almohanna H.M. i in., The Role of Vitamins and Minerals in Hair Loss: A Review, Dermatol Ther (Heidelb), 2019: DOI
Materiał edukacyjny. Artykuł ma charakter informacyjny i nie zastępuje konsultacji z lekarzem dermatologiem ani trychologiem. Trichovita to kosmetyk pielęgnacyjny, a nie produkt leczniczy, i nie zastępuje leczenia. Przy zdiagnozowanej chorobie skóry głowy lub uporczywych problemach z włosami skonsultuj się ze specjalistą.
Poznaj nasze produkty!
Stworzyliśmy je z myślą o rozwiązywaniu realnych problemów pacjentów trychologicznych.

O autorze
Mikołaj Szejnoga
Współtwórca Trichovita
Współtwórca marki Trichovita, specjalista ds. trychologii i receptur kosmetycznych.
Odwiedź stronę autora


